Strona używa cookies (ciasteczek) w celu zbierania danych statystycznych. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    [Zamknij]
:: Linki

Informacje dotyczące pogrzebu.


KAZANIE NA POGRZEBIE KS. KAN. HENRYKA PACHUCEGO

Sieciechów, 24 kwietnia 2019 r.

Księże Biskupie Henryku, Pasterzu naszej diecezji, Księże Infułacie Stanisławie, Czcigodni Kapłani z  Dyrektorem Domu Księży Seniorów Mariuszem i Dziekanem dekanatu czarnoleskiego Augustynem, Siostry Zakonne, Najbliższa Rodzino zmarłego śp. Ks. kan. Henryka Pachucego, Mieszkańcy Sieciechowa żegnający Waszego Ziomka, wszyscy obecni żałobni słuchacze,

Ty nie umarłeś, lecz tylko zaszedłeś jak słońce. Nie płaczemy po Tobie, jak po kimś, kto jest umarły, lecz po kimś, kto się przed nami ukrył. Nie szukamy Ciebie pomiędzy umarłymi, lecz pośród błogosławionych nieba.

1.    Wschódsłońca

To wyznanie wiary w zmartwychwstanie umarłych Teodoreta z Cyru staje dzisiaj przed nami jako motto naszego pożegnania z ks. kan. Henrykiem Pachucym. Życie człowieka- jak słusznie zauważył cytowany przed chwilą Teodoret - można porównać do wschodzącego i zachodzącego słońca. W życiu śp. ks. kan. Henryka Pachuceg, jego wschód rozpoczął się w Sieciechowie, kiedy przyszedł na świat 15 września 1931 r. w rodzinie Aleksandra i Stanisławy z domu Zapora. To tu,w parafialnym kościele w 1941 r., przyjął Pierwszą Komunię Świętą. Szkołę Podstawową w Sieciechowie-Mieście ukończył w 1944 roku. W 1945 r. rozpoczął naukę w Gimnazjum Ogólnokształcącym w Kozienicach, gdzie mieszkał na stacji u państwa Szydłowskich i Kusych. Gimnazjum ukończył w 1947 r. i podjął dalszą naukę w Niższym Seminarium Duchownym w Sandomierzu. W 1949 r. wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego w Sandomierzu. W opinii ks. proboszcza do rektora seminarium możemy odnaleźć notatkę, że Henryk „lubi czytać literaturę, i interesuje się historią”. Święcenia diakonatu przyjął 8 grudnia w 1953 roku. W czasach seminarium serdeczną przyjaźnią otaczali go ziomkowie sieciechowscy: Stanisław Kowalczyk i Stefan Kowalczyk.

2.    Zenit słońca

          Słońce, które wzbija się na horyzont, staje się coraz silniejsze, aby w południe osiągnąć swój zenit. Dla ks. kan. Henryka był to moment święceń kapłańskich, które otrzymał z rąk ks. bpa. Jana Kantego Lorka 30 maja 1954 roku. Pełen  zapału z radością przyjął informację o pierwszej placówce wikariuszowskiej w parafii św. Stanisława bp i męczennika w Cerekwi k. Radomia. Następnie kolejno były wikariaty w parafii św. Trójcy w Starachowicach, św. Mikołaja w Wysokiej, św. Michała Archanioła w Ostrowcu Świętokrzyskim i św. Bartłomieja w Opocznie. A potem przyszło pierwsze probostwo w parafii NMP Królowej Świata w Węgrzynie i św. Jana Chrzciciela i św. Stanisława Kostki w Mniszku. To tam w kolejnych parafiach zrealizowały się najpełniej w Twoim życiu słowa kapłana poety Jana Twardowskiego:

Jaka to radość pomagać, dźwigać, biec do chorego z wywieszonym językiem, własne swe serce nieść jak gorączkę, rozdawać, i wciąż się czuć bezradnym, być niczym, by Pan Bóg mógł działać, wszystko jest wtedy kiedy nic dla siebie.

Pamiętam majową niedzielę,  kiedy ks. kan. Stefan Kowalczyk, po obowiązkach  w parafii, powiedział, że pojedziemy do Mniszka. Chciał Cię odwiedzić. Dla mnie była to okazja, aby Cię lepiej poznać. Ugościłeś nas bardzo serdecznie. Był to wspaniały rosół. Dobrze wiedziałeś, że Stefcio bardzo go lubi. Budowała mnie wtedy wasza kapłańska i ziomkowska przyjaźń.  Przygotowując książkę o ks. kan. Stefanie Kowalczyku, znalazłem kilka Waszych wspólnych fotografii z przeżywanych w Sieciechowie kleryckich wakacji. Uśmiechałeś się, jak przypominałem Ci słowa księdza Stefcia, który mówił do mnie: „Heniek to bardzo zdolny i inteligentny ksiądz”. Nie kryłeś wtedy radości i trosk związanych z duszpasterską pracą w parafii. Jako człowiek wiary i kapłan wiedziałeś o głębi i prawdzie słów psalmisty: Dobroć i łaska pójdą w ślad za mną i zamieszkam w domu Pana po najdłuższe czasy (Ps 23,6). W 1996 roku ks. bp Edward Materski, który przyznał ci godność kanonika, dziękował za 18 lat gorliwej pracy w parafii Mniszek. Ale tym samym odpowiedział na Twoją prośbę o zwolnienie Cię
z obowiązków proboszcza parafii i pozwolenie na zamieszkanie w Domu Księży Seniorów w Radomiu.

3.    Zachód słońca

          I przyszedł czas, kiedy Twoje życie zaczęło się chylić jak słońce ku zachodowi. Powtarzałeś za natchnionym autorem Księgi Lamentacji: Przepadła moja moc (Lm 3,18). Przyszedł czas choroby i ludzkiego cierpienia. Czas, który oddawał dobrze prawdę psalmisty, gdy mówił: Miarą naszego życia jest lat siedemdziesiąt, osiemdziesiąt gdy jesteśmy mocni, a większość z nich to trud
i marność, bo szybko mijają, my zaś odlatujemy
(Ps 90, 10). Tobie Bóg pozwolił przeżyć lat 88, w tym 65 w kapłaństwie. Niech Mu będą  za to dzięki. Patrząc zatem na przeżyte lata,okazałeś się „biblijnym mocnym”. Przeżyte w Domu Księży Seniorów ostatnie 23 lata Twojego kapłańskiego życia nie okazały się daremne. Przez blisko 10 lat, dopóki pozwalały siły, przyjeżdżałeś do Białobrzegów na święta i niedziele, żeby służyć posługą konfesjonału. Zapraszał Cię do naszej parafii śp. ks. kan. Stefan Kowalczyk, a potem obecny dzisiaj przy Twojej trumnie aktualny proboszcz ks. kan. Artur Hejda. Obydwaj bardzo cenili sobie Twoją pomoc. Sam słyszałem, jak parafianie białobrzescy mówili: „Jest czerwona skoda, jest nasz spowiednik”. Ustawiali się do ciebie w kolejkach, by otrzymać kapłańskie rozgrzeszenie. Dołączyłem również do nich i ja sam. Bardzo dziękuję Ci za Twoją dyspozycyjność, każde kapłańskie rozgrzeszenie. A potem długie rozmowy, kiedy dzieliłeś się swoim kapłańskim doświadczeniem. Prosiłeś o książki dotyczące dziejów Kościoła. Twoja historyczna pasja nie opuszczała Cię do końca. Żaliłeś się ostatnio. Nie mogę już czytać. Oczy się bardzo męczą.
Z trudem przychodziło już czytać małe litery brewiarzowych psalmów. Na Twoim stole zawsze leżał wymodlony czasem Liturgii Godzin brewiarz. To bardzo mnie budowało. Trzy lata temu przy naszym kolejnym spotkaniu usłyszałem prośbę: „Księże Profesorze, bardzo proszę o pogrzebowe kazanie”. Po ludzku zaskoczony, odpowiedziałem: „Jeśli Pan Bóg pozwoli”. Pozwolił. Trudno zapomnieć Twoich spacerów wokół seminarium w berecie, czarnej kurtce, którą bardzo lubiłeś, laską i różańcem w ręku. W Twoich oczach było widać radość, ale i wiele pytań, które stawiałeś sobie, rozważając kolejne tajemnice różańca. Byłeś człowiekiem wielkiej kultury i taktu. Tak wspominają Cię ludzie i kapłani Domu Księży Emerytów. W tym zachodzie Twego kapłańskiego życia nigdy nie opuściła Cię nadzieja biblijnego Hioba: Ja wiem: Wybawca mój żyje, na ziemi wystąpi jako ostatni. Potem me szczątki skórą odzieje i oczyma ciała będę widział Boga. To właśnie ja Go zobaczę (Hi 19,25-27a). Nasze ostatnie spotkanie miało miejsce w sobotę przed Palmową Niedzielą.. Pożegnałeś się jak zwykle serdecznie i podziękowałeś, za zapewnienie, że po powrocie ze świąt odwiedzę Cię ponownie.  Tylko Bóg wiedział, że oto rozpoczynał się Twój ostatni ziemski Wielki Tydzień. Przeżywałeś go, nie bez trudu, doświadczając ludzkiej słabości
i ograniczeń. I przyszedł po Ciebie Pan, Ten ze śladami męki i zmartwychwstały. Agdy Kościół w Wielką Sobotę przygotowywał się do obchodów Wigilii Paschalnej, by po raz kolejny wyśpiewać radosny hymn „Exultet”, Ty śpiewałeś go już po tamtej stronie życia, wpatrzony za św. Pawłem w Nieśmiertelnego Króla wieków, któremu cześć i chwała przez wszystkie wieki wieków (1 Tm 1,17).  Tego, który Cię zaprosił, abyś poszedł za Nim i poświęcił Jemu i Jego boskiemu dziełu swoje jedyne ziemskie życie.

4.    Testament

Drogi Księże Kanoniku Henryku,

Dziś spełnia się Twój testament. Według Twojej woli, nad trumną przemawia kapłan, któremu przez ostatnie lata pobytu w Domu Księży Emerytów służyłeś posługą spowiednika. Prosiłeś, abym wygłosił homilię na Twoim pogrzebie. Wypełniam dzisiaj Twoją prośbę, dziękując Ci za tak wielkie zaufanie.

Liturgię Słowa wypełniły Twoje ulubione teksty zaczerpnięte z Pisma Świętego, które często przywoływałeś, żegnając i odprowadzając na cmentarz Twoich wiernych: z Listu św. Pawła do Rzymian i z 14 rozdziału Janowej Ewangelii. Ty wierzyłeś, że: Nikt z nas nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie: jeżeli bowiem żyjemy, żyjemy dla Pana; jeżeli zaś umieramy, umieramy na dla Pana. I w życiu więc i w śmierci należymy do Pana (Rz 14,7-8). Bliskie Ci były słowa Jezusa skierowane do Jego uczniów w godzinie rozstania: Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga ? I we Mnie wierzcie. W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę przecież przygotować wam miejsce(J 14 1-2.6).

Dziś w godzinie pożegnania stoją przy Twojej trumnie: ks. bp Henryk Tomasik, ordynariusz diecezji, ks. infułat Stanisław Kowalczyk, Twój krewny, bracia-kapłani z Domu Księży Emerytów z dyrektorem ks. Mariuszem, kapłani dekanatu czarnoleskiego z dziekanem ks. kan. Augustynem Rymarczykiem, kapłani diecezji radomskiej i sandomierskiej,  siostrzenica Alicja i siostrzeniec Stanisław z rodziną, Andrzej z rodziną, bratanice: Bożena i Teresa z rodzinami, wierni z parafii Węgrzyn i Mniszek.

Pogrzebiemy Twoje ciało uroczyście, z miłością i czcią, jak uczynił to biblijny Tobiasz ze swymi rodzicami (por. Tb 14,11-12) i Józef z Arymatei z ciałem Jezusa (por. J 19,38). I czynić będziemy żałobę jak po jedynaku (por. Am 8,10). Twoje ciało spocznie tam, gdzie zawsze marzyło o tym Twoje kapłańskie serce, tutaj w Sieciechowie,  w grobie Twoich kochanych rodziców: Aleksandra
i Stanisławy. Będziemy przychodzić na Twój grób, aby wpatrując się w krzyż Chrystusa wpisany w Twoją mogiłę, myśleć o zmartwychwstaniu. To przecież Chrystus, który Cię wezwał po imieniu i powołał do kapłaństwa jako pierwszy, mówiąc o sobie, że będzie znakiem proroka Jonasza (por. Mt 12,40), udokumentował głoszoną przez siebie prawdę, że ziarno rzucone w ziemię tylko dzięki temu, że obumiera, może zazielenić się nowym życiem.

Drogi Księże Kanoniku Henryku,

Za autorem brewiarzowego hymnu głęboko wierzyłeś, że: Wszystko przeminie, gdy nadejdzie wieczność, Wiara się skończy, a nadzieja spełni; Miłość zostanie… (z Hymnu modlitwy przedpołudniowej, IV tydzień psałterza) ichociaż nikt, jak napisze IgnazioLarranaga- nie powrócił z tamtego świata,
a umierający milkną (…) po tamtej stronie jest prawdziwe Życie
.

Ty nie umarłeś, lecz tylko zaszedłeś jak słońce. Nie płaczemy po Tobie, jak po kimś, kto jest umarły, lecz po kimś, kto się przed nami ukrył. Nie szukamy Ciebie pomiędzy umarłymi, lecz pośród błogosławionych nieba (Teodoret z Cyru). Do zobaczenia w wieczności. Requiescat in pace. Amen.

Ks. kan. Jacek Kucharski



Zespół Placówek Oświatowych w Sieciechowie
Mateusz
Opoka
Deon
Gość Niedzielny
Gość Niedzielny Radom
Kaplica cudownego obrazu na Jasnej Górze - kamera
Watykan - grób Jana Pawła II - kamerka
Transmisja mszy św. z Łagiewnik godz. 15.00
Fundacja Dzieło Nowego Tysiąclecia
Caritas
Liczba odwiedzin dziś: 69
Liczba odwiedzin w tym miesiącu: 2948
Liczba wszystkich odwiedzin: 251570
 

© 2013